Jestem wędkarzem, choć ostatnio łowię więcej pomysłów na opowiadania niż ryb. Na łowienie ryb brakuje mi już po prostu czasu. Poza tym, ryb w naszych wodach jest coraz mniej i są coraz mniejsze. Niezrozumiała dla mnie zasada chroniąca małe ryby z pominięciem bardzo dużych, powoduje, że brak tych dużych wpływa na zmniejszenie przyrostu naturalnego rybich stad. Powinno się chronić zarówno małe jak i bardzo dorodne osobniki.

Weźmy pod lupę znanego w polskich wodach drapieżnika – szczupaka. Do tarła przystępują już osobniki roczne o długości 30–35 cm, jednak liczba złożonej ikry przez tak młode osobniki jest mała. Przykładowo młody szczupak rodzaju żeńskiego może mieć około 10.000 ziaren ikry, a dorosły – pięcioletni kilkadziesiąt tysięcy ziaren ikry! Jak łatwo się domyślić wielka samica ważąca 10 kg i więcej może mieć nawet kilkaset tysięcy ziaren ikry. Biorąc pod uwagę niski procent przeżywalności narybku, większe szanse na ilościowy wzrost populacji daje złożenie ikry przez dorosłą samicę niż przez młodą. Jaki stad wniosek? Dorosłe osobniki też powinny być chronione!

Moje opowiadanie o dylematach wędkarzy powstało jako jedno z pierwszych w latach 80. Już wtedy dało się zauważyć wzrost zanieczyszczenia wód oraz spadek ilości osobników u poszczególnych gatunków. Ćwierć wieku późnij sytuacja była jeszcze gorsza, a w dniu dzisiejszym w wielu polskich wodach jest dramatycznie. Kilka lat temu odwiedziłem jezioro, w którym jako dzieciak (lata 70.) łowiłem w każdym miejscu, nawet na plaży obok kąpiących się ludzi. Ryb było tyle, że nie bały się podpłynąć po jedzenie nawet pod sam brzeg. Młode osobniki obijały się o moje nogi i poszczypywały skórę, gdy brodziłem w jeziorze. Dzisiaj jezioro jest martwe. Wykłusowano z niego wszystko, co żyło. Serce się kroi.

Moje przewrotne opowiadanie, to zaledwie mikroskopijny wkład w tematykę ochrony środowiska rybnego. Próba zwrócenia uwagi na bardzo poważny problem.