Oglądając zabawne filmiki o nieproszonych zwierzętach w naszych domach, przypomniałem sobie opowieść pewnego górskiego przewodnika (nie pamiętam skąd). Wspominał on historię pewnego niedźwiedzia, który nie bał się turystów. Gdy był młody doświadczył „uprzejmości” z ich strony polegającej na tym, że dostawał owoce, ciastka i kanapki. Turyści mieli frajdę a niedźwiadek urósł i nadal spodziewał się jałmużny. Stał się nachalny i niebezpieczny. Trafił do ogrodu zoologicznego.

W wiadomościach telewizyjnych lub w Internecie nie raz możemy oglądać filmy pokazujące dzikie zwierzęta przeglądające kosze na śmieci czy wędrujące po mieście. Nawet w polskich Tatrach niedźwiedzie są obyte ze współczesnością – wiedzą kiedy i gdzie zejść po resztki jedzenia zostawione przez ludzi. To zjawisko zagraża nam, ludziom, jak i zwierzętom. No bo jak wytłumaczyć takiemu niedźwiedziowi, że nie wolno zbliżać się do ludzkich siedzib? Może na migi? Łatwość w zdobywaniu pokarmu w naszych śmietnikach jest silniejsza niż strach przed ludźmi. Poza tym, kto takiemu misiowi zabroni, kto go od łatwego łupu odgoni? Mnie też trudno odgonić od jedzenia, a co dopiero niedźwiedzia. Nawet nie próbujcie(!) ze mną; o niedźwiedziu nawet nie ma co myśleć. 😉 Niedźwiedź każdego gatunku (może za wyjątkiem koala) jest szybszy, większy oraz silniejszy od człowieka i ma świadomość swojej przewagi. Mamy do wyboru nie przeszkadzać, albo zastrzelić. Ta bardzo wąska i niehumanitarna alternatywa, skłoniła mnie do napisania opowiadania o niedźwiedziu. „Wywiad z brunetem” stał się przy okazji satyrą na niektórych dziennikarzy, robiących sensację z byle głupstwa albo, co gorsza, z ludzkich nieszczęść, czy słabości. Jeszcze okraszą przypadkowe zdarzenie swoim „niezawodnym” oraz „inteligentnym” komentarzem i wypuszczą na łamach jakiegoś brukowca.

Ptaki też są zabawne. Furorę w sieci robi film z papugą, która stoi na krawędzi zlewu i dziobem odkręca kran, po czym myje sobie łapy i głowę pod strumieniem wody. https://www.youtube.com/watch?v=DpjwS0daWrM Gdzieś widziałem film o kaczce, która aportowała przedmioty rzucane jej przez człowieka. Często obserwuję bociany wędrujące statecznym krokiem po łące w poszukiwaniu smakołyków niewidocznych dla ludzkich oczu. Sprawiają wrażenie wytrawnych i cierpliwych poszukiwaczy skarbów. Są według mnie w jakimś stopniu inteligentne. Bo jak wytłumaczyć takie oto zdarzenie: Fotograf chce zrobić zdjęcie pary bocianów kroczących po łące, więc czołga się, podkrada do niech, a one powoli odchodzą krok, dwa i dalej żerują. Fotograf czołga się dalej, a one znowu – krok, dwa i tak dalej. I kiedy już wydaje się, że jest w dogodnej pozycji i we właściwym momencie do zrobienia zdjęcia, bociany rozkładają skrzydła, przelatują koło niego i wracają na swoje dawne miejsce. A pechowiec został na środku pola sam. Wykiwały go, po prostu.

Pewnym nawiązaniem do ich sprytu jest moje short story pt.: „Bocian”. Miłej lektury.