Od czasu do czasu czytam w gazetach i w Internecie o globalnym problemie, jakim jest zanieczyszczenie naszego środowiska. Przejawia się ono w skażeniu ziemi, wody i powietrza przez trujące substancje produkowane przez człowieka oraz odpady. Wraz z ilością ludzi zamieszkujących Ziemię, rośnie konsumpcja, a wraz z nią ilość odpadów o długotrwałym procesie rozkładu. Statystyczny Europejczyk wyrzuca co roku prawie pół tony odpadów! Dane pochodzące z 2014 roku wskazują na wartość 475 kg rocznie. W Polsce jest znacznie lepiej, bo według badań statystycznych, Polacy wyrzucają rocznie niecałe 280 kg śmieci. Oznacza to, że w innych krajach wyrzuca się co roku dwa-trzy razy tyle. W Stanach Zjednoczonych przeciętny Amerykanin wyrzuca ponad 800 kg śmieci, a na drugiej półkuli Japończycy po 1.000 kg na rok!

I tutaj warto sobie zadać pytanie, jakie śmieci trafiają na wysypiska? Badania statystyczne dotyczą przede wszystkim śmieci komunalnych. Tymczasem przedsiębiorstwa produkcyjne i usługowa wytwarzają odpady związane z produkcją. Są wśród nich również związki toksyczne oraz materiały o bardzo długim czasie rozpadu na pierwiastki podstawowe.

W jednym z programów przyrodniczych dowiedziałem się, że po oceanach pływają wyspy plastikowych odpadów w tym butelek typu PET, wyrzucanych ze statków oraz bezpośrednio z lądu do morza. W wodach Pacyfiku, pomiędzy wybrzeżami Chile a Wyspą Wielkanocną, powstała niewyobrażalnych rozmiarów plama śmieci, która ma powierzchnię blisko miliona kilometrów kwadratowych, czyli jest ponad 3 razy większa od powierzchni Polski!

Największe na naszym globie skupisko plastikowych śmieci dryfuje po północnym Pacyfiku między Kalifornią i Hawajami, podobne unosi się między Hawajami i Japonią. Ilość śmieci dryfujących w północnej części Oceanu Spokojnego szacuje się na 100 mln ton. Unoszą się one na otwartym oceanie przy powierzchni, natomiast w strefach przybrzeżnych od powierzchni do dna. Blokują układ pokarmowy i powodują rocznie śmierć 100 tys. ssaków morskich i miliona ptaków.

W zabawnym opowiadaniu pt. „Recykling” pokazuję współistnienie gatunków. Jednak wzrost inteligencji zwierząt nie był jedynym motywem powstania tej historii. Jak pisałem wcześniej, w jej treści kryje się drugie dno, głębszy problem, który dotyczy ludzi. Gdzieś w bliżej nieokreślonej przeszłości utracono kontrolę nad środowiskiem i zrodził się wirus, który zdziesiątkował ludzkość. Jednocześnie wpłynął na mutacje ssaków, podnosząc ich inteligencję i umożliwiając wejście na wyższy poziom rozwoju. Być może stoimy na progu nowej ery ewolucji, nie będąc jeszcze tego świadomi. Może bakterie i wirusy powstałe na pożywce z toksycznych odpadów, zaczną wpływać na kod genetyczny ryb, ptaków i ssaków, w tym naczelnych? Może nasze dzisiaj, to właśnie przeszłość z mojego opowiadania? Oby tak się nie stało.